• Kontakt
  • RSS
  • Devianart
  • Chata Wuja Freda
  • Kiciputek
  • Toplista

Beton


Jeśli ma kto wenę opisać z jak malowniczymi współlokatorami się spotkał - niech napisze. Będzie to niewątpliwie źródło wielkiej inspiracji i patologii ;)
& szukamy konsultantki lub konsultanta ds. ezoteryki.

41 komentarzy:

  1. Dopiero zaczynam moją współlokatorską przygodę, ale jak dotąd mogę się pochwalić: dziewczyną, która krzyczy przez sen randomowe rzeczy ("mamo, daj spokój", albo "nieeee, idź stąd!") i gostkiem, który wyglądał jak poszukiwany przez policję listem gończym gwałciciel z naszej okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam zmanierowanych homoseksualistów (broń borze nie mam nic do homoseksualnej części społeczeństwa). Krzyczą, marudzą i łazienka to ich królestwo. Nie mówiąc o mistrzostwie w strzelaniu fochów i byciu mściwym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem dlaczego ale ten kot kojarzy mi sie z piosenka Brudnych Dzieci Sida - Beton

    OdpowiedzUsuń
  4. Z ezoteryki znam się tylko na satanizmie laveya i Atlantydzie oraz paleoastronautyka mezopotamskiej

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie koleś należy do grupy artystycznej i "śpiewa" całymi dniami, ale bardziej przypomina to dresiarskie melodyczne darcie ryja, a próby uświadamiania kończą się stwierdzeniem, że jego prowadząca wie lepiej. Poza tym była koleżanka, która dostawała okresu za każdym razem gdy trzeba było coś zrobić, albo był problem, czyli tak z 3 razy w tygodniu. Do tego mistrz kucharski, który odgrzewa pizzę razem z pudełkiem(fajnie bucha płomień jak się drzwiczki otworzy. A także był koleś, którego pokój był umeblowany rzeczami zajumanymi z knajp i nawiedzona weganka z mentalnością dziecka i depresją. A i homoseksualista, który uwielbał, mi hetero, obrazowo opowiadać dlaczego sex z mężczyznami jest lepszy. I wiadomo, że najlepszym konsultantem do spraw ezoteryki jest internet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Czy nawiedzona weganka z mentalnością dziecka i depresją miała może na imie Ligeia bądź Tobi Milobi?

      Usuń
  6. A ja jestem praktykującvym ezoterykiem od lat, mogę konsultować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to napisz proszę - sasskhaya[at]gazeta.pl :)

      Usuń
  7. Ale ezoteryki w sensie druidzi, pogańskie dziadygi i inne takowe celtycko - swarożycko - światowidowskie pierdoły,a może tarot i przepowiadanie przyszłości. Czy może raczej duchy nawiedzenia i opętania? Bo jeżeli bramka nr 3 to polecam siem :D
    Tak przy okazji to Beton strasznie przypomina gościa z którym miałem wykłady z ekologii, niejakiego Edzia Pałysa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W sprawie opowieści współlokatorskich pisać do Ilony, czy Kiciputka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej chyba do Ilony, to jej głowa jest odpowiedzialna za scenariusz :)

      Usuń
  9. Malownicza współlokatorka z czasów szkoły artystycznej:
    (Pseudo) gotka, chodziła w dżinsowej plisowanej spódniczce i czarnych podkolanówkach, czasem trafiły się też długie rękawiczki, obowiązkowym elementem był stylowy męski t-shirt (najczęściej z jakimś zespołem) i ADIDASy, które niewątpliwie scalały jej ubiór. Spod chustki w czaszki wystawały (niestety cienkie) brązowe włosy. Na ramieniu tatuaż- gotyckimi literami "valeo".
    Tyle o wyglądzie. Choć część zachowań też się z tym wiąże, np. zamiłowanie do ćwiczeń (3 razy zrobiła 6kę weidera O.o i była wielką pasjonatką skakanki), które przekładało się na nieco męski wygląd.
    Gdy było ciemno jej słuch się wyczulał, dlatego nie było mowy o słuchaniu radia na noc.
    Wszędzie zabierała swój szkicownik, przeważali w nim mangowi chłopcy (a może to były dziewczęta.. ciężko mi stwierdzić), pewnego dnia stwierdziła, że się wypaliła i nie ukończyła szkoły artystycznej.
    Rysunek poglądowy: http://oi46.tinypic.com/2ce0zya.jpg
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  10. no cóż, ja moge przedstawic jedynie kilka osobowości z akademika:
    -była więc Chinka, non stop przypalająca ten swój ryż (waliło na cały korytarz) i demonstrująca nam tai-chi w kuchni, mało udolnie zreszta bo nie była najszczuplejsza, nie była też najsprawniejsza
    - było kilku jej ziomków Chińczyków którzy non-stop pluli do wspólnych zlewów, nie mówiąc o korytarzu
    - była dziewczyna hodująca w pokoju tarantulę czy coś innego włochatego i jadowitego. dopiero było smiechu jak jej ta tarantula uciekła :D
    - w moim pokoju mieszkała sporych rozmiarów dziewczyna z napisem na plecach dżinsowej kurtki "JEZUS", należąca do jakiegoś dziwnego odłamu religijnego, w którym faceci mieli brody, nosili walizki w których trzymali biblię, a kobiety wyglądały normalnie orócz tej mojej współlokatorki, która ubierała się barwnie jak rajskie ptaszę. Nie musze dodawać, że odwiedzały te dziewczynę najdziwniejsze osoby. W tym np. nawrócony chłopak, który po pobraniu jakichś mocnych środków zobaczył Szatana, który kazał mu się pocałować w kopyto nad rzeką Wartą. Po tym zdarzeniu chłopak zaniemówił na 3 lata, a jak odzyskał głos, natychmiast zapisał się do tych religijnych :D
    pewnie mogłabym jeszcze długo, trzy lata w akademiku w czasach w których komputer był jeden na cały korytarz robią swoje - ale pamięc już nie ta!

    OdpowiedzUsuń
  11. Z życia akademickiego:
    1. Para, która WSZĘDZIE chodzi razem. Nawet do damskiej łazienki umyć jeden kubek. Nie odstępują się na krok. Obydwoje wyglądają jak nerdy z matematyki: grube okulary, włosy w nieładzie ścinane chyba piłą, szerokie, obwisłe ciuchy, które mają mnóstwo lat.
    2. Dziewczyna z manią słuchania jednego utworu w kółko i dzieleniem się z nim ze wszystkimi. Skończyła studia, ale nadal mieszka w akademiku i chyba już zapomniała, że inni potrzebują trochę ciszy. Dzieli się swoim (wątpliwym) gustem ze wszystkimi, a jak jeszcze do tego zacznie śpiewać, to nawet stopery nie pomogą. Gust poczynając od disco polo (aż chyba ze współlokatorką znamy wszystkie teksty na pamięć...), przez dzikie uwielbienie "ona tańczy dla mnie", kiedyś przewinął się Kings of leon-Sex in fire, a na Rammsteinu kończąc. Za to wygląda jak przyszły materiał na zakonnicę.
    3. Dziewczyna zza ściany, która smarcze 50 razy dziennie i to bardzo głośno, a odgłos ten przypomina pierdzenie.
    4. Moja była współlokatorka (juhu! była!) - kwintesencja słowa pustak. Zmienione papiery, aby miała w nich 0, a w rzeczywistości setki na koncie. Niezależnie od tego czy ma zajęcia, czy nie, środa jest jej świętym dniem zakupów. Wraca wtedy z mnóstwem reklamówek i chwali się swoimi łupami lewo i prawo. Rzadko zakłada coś dwa razy, a rzeczy starsze niż pół roku spala (naprawdę!). W dodatku ma takie powodzenie u chłopaków, że uhuhu... Przed studiami rzuciła chłopaka, bo (cytuję jej słowa) "nie bierze się drewna do lasu". W ciągu tygodnia poznaje minimum 3 chłopaków, a wszyscy są w nią zapatrzeni. Ludzie na ulicy się zatrzymują, by powzdychać nad jej pięknem. Ale! Ona ma wysokie wymagania! Dużo zer na koncie, musi się interesować samochodami oraz posiadać "merola" albo "bejcę". Zresztą o niej to można tak długo i długo...
    5. Plus jeszcze dwie koleżanki z matematyki, które mieszkały w pokoju obok, czyli Maniek i Sid. Maniek-potężna dziewczyna o burzy brązowych włosów, przypominająca z wyglądu Helgę i Sid-mała, szczupła, wręcz filigranowa blondynka o ogromnych, jasnoniebieskich oczach i dziwnym wyrazie twarzy. Zasypiały grubo po 3, a budziły się przed 7.
    6. Jest jeszcze chłopak-psychopata, który przechadza się po korytarzu bez koszulki, aby swoim (wątpliwym) pięknem, zwabić płeć przeciwną. Upatrzył sobie kiedyś moją koleżankę, więc nie tylko ją śledził, ale również grzebał jej w śmieciach, gdy wystawiła kiedyś worek na korytarz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja miałam współlokatorkę, która uznawała, że skoro płaci rachunki i czynsz, to ma prawo korzystać ze wszystkiego co się znajduje w mieszkaniu. I tak np, kiedy jej laptop się zepsuł zrobiła mi karczemną awanturę, że nie pozwalam jej skorzystać ze swojego a ona "przecież płaci za internet!". Inny mój współlokator miał w zwyczaju wchodzić do mojego pokoju pod moją nieobecność i zostawiać tam swoją bieliznę i skarpety. Po co nie wiem do dzisiaj. Kolejny współlokator miał dziwny zwyczaj wywalania jedzenia z lodówki, oczywiście nie swojego. Żeby on to zjadał, to można by to jeszcze wyjaśnić. Ale raz po powrocie do mieszkania zastałam swoje świeżo zrobione zakupy w śmietniku. Gdzie sens, gdzie logika? oO

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii płacenia za internet - witaj w klubie, moja miała tak samo. Z tym, że ona wyskakiwała z tym argumentem, kiedy próbowałam ją wysiudać z laptopa godzinę po tym, jak pozwoliłam jej wejść na piętnaście minut...

      Usuń
    2. O rany, mrozicie mi krew w żyłach tymi opowieściami...

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. @Nefariel, moja mi raz strzeliła focha na dłuuugi czas, jak zirytowana taką sytuacją założyłam na laptopa hasło. Miarka się przebrała, jak pojechałam na uczelnię bez materiałów, bo ona akurat przeprowadzała rozmowę z absztyfikantem. SMSy z pogróżkami, wywalanie moich rzeczy z szafki i parę innych akcji były po tym na porządku dziennym xD Może to ta sama współlokatorka była?

      @kiciputek, heh, była prośba o opisy, więc stajemy na wysokości zadania :D

      Usuń
  13. O, zostawiła "Ślimacze...", ciekawe czy trafią na Allegrope. Also: Beton dla kota?

    OdpowiedzUsuń
  14. Wcześniej czytałam komiks głównie dla kreski i postaci (Kasandra jest genialna, Maja też), ale teraz zaczął mnie wciągać. Tajemnice to dobre dobro.
    I jeśli ezoteryka oznacza duchy, demony i tym podobnych kolegów - również mogę posłużyć jako konsultant lub konsultantka. :) Trochę w tym siedzę, ale bardziej ze strony pozbywania się niż przywoływania.

    OdpowiedzUsuń
  15. O, przypomniało mi się, że sporo patologii, także współlokatorskiej, można było znaleźć w opowieściach w serwisie piekielni.pl.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przypomniał mi się taki jeden współlokator.

    Rościł sobie prawa do sprawdzania, czy jedzenie aby nie cierpkie. Podpowiadał wszystkim, jak powinni żyć - i pal licho to, miał zwykle rację, to wkurzało najbardziej! Wtrącał się w cudze kłótnie - z dobrym zamiarem rozwiązania ich oczywiście. Marudził na wszystko zawsze i wszędzie. Wiecznie zostawiał wszędzie swój półlitrowy kubek z mnóstwem torebek po herbacie. Nie płacił za Internet. W ogóle za media nie płacił, za czynsz też nie. Ba! On nawet nie był współlokatorem, bo nie wynajmował tego mieszkania czy pokoju. Po prostu tam rezydował na krzywy ryj, śpiąc czasem w cudzym łóżku, czasem na podłodze w przedpokoju lub pod stołem. Mieszkanie miał oddalone o kwadrans marszu, jakby tego było mało. Za czasów akademickich mieszkał w trzyosobowym pokoju w akademiku w cztery osoby, przez dobre pół roku - oczywiście nie płacąc za wynajem, a i tak właził bez wejściówki - po godzinach odwiedzin. Panie z okienka nie rozpoznawały jego współlokatorów, ale do niego się im buzie śmiały. I przez pięć lat nikt nie miał serca się go pozbyć, taką duszą towarzystwa był ten człowiek.

    Czyli opowieści z serii - nie tacy straszni są malowniczy współlokatorzy.

    O, o, ja też mogę służyć jako konsultant ezoteryczny, ale obawiam się, że nie będę tak malowniczo opowiadał o homoseksualiźmie wśród demonów, skupiając się raczej na metaforach i ukrytej symbolice. Gratis dorzucę sporą dawkę hejtu... um, chyba już to zrobiłem :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Kot BETON jest absolutnie genialny! Moje współlokatorstwo było nie o tyle koszmarem co raczej przygodą, z masą randomowych wymysłów. WYobraźcie sobie powrót do domu gdzie szaleje garsta ludzi w przebraniach koala. Do dziś nie mam pojęcia o co tak naprawdę chodziło :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Hmm... Co do ezoteryki jestem jak najbardziej chętna do współpracy jestem zalewana informacjami na ten temat non stop. Co do współlokatorów mam doświadczenie spore i w sumie dość... malownicze.
    Od skłóconej z wodą i mydłem wszelakiego autoramentu jąkały i pana który przychodził coś pożyczyć dosłownie co 5 minut zaczynając, poprzez miłośnika imprez, Tego-Którego-Nigdy-Nie ma, fanki Rubika która tegoż słuchała namiętnie i bez ustanku i kończąc na wiecznie zakochanej chórzystce, zamkniętego w sobie poety który jako muzę obrał sobie butelkę taniego wina i testera głupich pomysłów który testował siłę grawitacji sposobem seriali amerykańskich i omal mnie nie zabił zrzucając z trzeciego piętra arbuza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  19. Niby Beton, ale się przywitał.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja mam coś ciekawego. Laska, blondynka, aktorka, trochę muzykalna, około 21 letnia. Wynajęła jeden jednoosobowy pokój i zamieszkała ze swoim "chłopakiem" około 40 letnim anglikiem, który to przypalał garnki gotując za długo wodę na herbatę - tak czasem po kilka godzin nawet. Często sobie śpiewali, grali na gitarze tudzież bębnie do 4 nad ranem, ale to takie cóż normalne. Większość czasu i tak jej nie było - przecież grać musi w teatrze. Trochę się ciekawiej zaczęło robić jak zaprosiła jeszcze swojego kolegę aktora do pobytu stałego. Przeszli na dietę cud i się razem codziennie fotografowali z każdej strony, by pokazać skutki diety online (czy wspominałam, że w bieliźnie?). Ale to takie spoko jeszcze nawet. Później koleżanka zaczęła łazić (w zimie) po domu w bikini, no cóż dwóch facetów trzeba jakoś ich nakręcać. (Do domu lepiej wcześniej nie wracać, bo całe towarzystwo na golasa biega.) Najciekawiej bywało, gdy laska miała swoje dni. Z frustracji łaziła do lasu, wybierała sobie drzewo i je ścinała za pomocą swojej podręcznej siekiery, a miała ich kilka. Ot takie tam upuszczenie zbyt dużej ilości energii. Następnie odcinała około półmetrowy kawał tego biednego drzewa i taszczyła do domu, by następnie w pokoju przerąbywać je na mniejsze kawałki przez pół nocy...

    OdpowiedzUsuń
  21. Dorota, współlokatorka, która dzięki swej woni latem sprawiła, że wchodząc do mieszkania myślałem że lodówka padła i wszystko gnije od tygodnia. Do tego zagorzała katoliczka która potrafiła na spotkaniach w kościele siedzieć do 1 nad ranem (Bóg jeden raczy wiedzieć co tam robiła), do tego nie przegapiła chyba żadnej Oazy. Nadmienię, że kradła widelce.
    ^^ Studia to jest to, uczą człowieka szczerości wcześniej nigdy bym nie powiedział nikomu w twarz że jebie jak kosz na śmieci. Aha nie uznawała też kąpieli podczas okresu ponieważ uważała, że może dostać zakażenia. Życie na krawędzi normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Macia linkę do mojego megastarego opowiadania o współlokatorkach.
    http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f44/30.html

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie że Beton powinien mówić (miauczeć?) głosem niczym Pratchettowski Śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja jedna współlokatorka notorycznie kradła nam jedzenie z lodówki, kiedyś znikł 1kg! cukierków. Jej manią było włączanie radia o 5 rano gdy wstawała do pracy, trzaskanie przesuwanymi drzwiami od szafy na przedpokoju. Oprócz tego non stop wisiała na telefonie ze swoim chłopakiem, dzięki czemu piosenka "Wild world" tak nam obrzydła, że jak leci w radio to momentalnie je wyłączamy. No i jej cudowne rozmowy telefoniczne o 2 w nocy, po czym gdy zwróciło jej się uwagę, że jak chce gadać to niech idzie do kuchni wywaliła tekstem do swojego ukochanego, że musi kończyć bo to przeszkadza... o.O Plus to, że traktowała taki przenośny piekarnik jako mikrofalówkę i dziwiła się, że po wsadzeniu mięsa na talerzyku do tegoż piekarnika talerzyk pękł -.- Nie można zapomnieć o praniu ciuchów. Odbywało się to tak, ze wsadzała je do pralki, sypała proszek do pojemnika, do którego wsypuje się gdy się chce robić z praniem wstępnym po czym opcji "Pranie wstępne" nie włączała, więc jej ciuchy prały się w samej wodzie...

    Druga współlokatorka- już po wyprowadzce z mieszkania od tej pierwszej... Ooo to był cud natury ;) Dziewczyna lat 28, wygląd zakonnicy a zachowanie i mentalność dziecka 12-letniego (i nie, bynajmniej nie była upośledzona czy coś), mieszkając od października z nami do końca stycznia usilnie próbowała szukać pracy, ale oczywiście nie byle jakiej bo przecież skończyła kulturoznawstwo na poważanej uczelni. Abstrahując od wykształcenia, dziewczyna myła się co 3!! dni, ciuchów nie prała w ogóle co dla mnie jest fenomenem, ale cóż. Podczas mycia garów opierała się głową o szafkę, codziennie dzwoniła do mamy i chwaliła się np. tym, że kupiła sobie rajstopy, ale takie grubsze jak dla dzieci -.- Była na diecie, bo chciała schudnąć ale co wieczór wpier****ła chipsy, cukierki i lizaczki, z których papierki walały się od jej łóżka przez cały pokój, przedpokój aż do kuchni... Raz zasnęła i lizak przylepił jej się do spodni od piżamy, ona wstała i chodziła tak z tym lizakiem a gdy się wreszcie zorientowała to go odlepiła i zjadła o.O Jednym słowem DRAMAT!

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie moja historia, ale jest tak urocza, że ją sprzedam: koleżanka przyłapała kiedyś swoją współlokatorkę na gotowaniu skarpetek w jej (koleżanki) garnku o_O

    OdpowiedzUsuń
  26. Imię dla kota: "Beton"... toż to GENIUS!

    Jak będę mieć w końcu własnego kota płci męskiej to tak go nazwę! xD

    OdpowiedzUsuń
  27. hmmm.
    1. Współlokatorzy dwoje ze szkoły teatralnej + niedoszły filozof... I jeden normalny ( był ze mną w pokoju)
    A więc do rzeczy "aktorka" wielka pani, która nie dość że najmłodsza z całej ekipy (byłem najstarszy w mieszkaniu) to rządziła się jakby to było jej mieszkanie. Jechała na 2 fronty z dwoma facetami naraz ( miłosne odgłosy na całe mieszkanie...), w pokoju to miała stan jak po huraganie i wiecznie narzekanie że kasy nie ma ( tia jak się nonstop ciuchy i inne śmieci kupuje...) I grożenie kilka lat starszemu człekowi że się poskarży na zachowanie jego matce ( no zlitujcie się, gdybym ja powiedział jej matce co córeczka robi, to by ją wydziedziczyła). Do spółki z filozofem i gościem z teatralnej robienie codziennie wieczorem całonocnych imprez (po 5 odwiedzinach policji przestałem liczyć) ni z tego ni z owego udawanie gołębi ( WTF!?) i chodzenie tak po całym mieszkaniu ( jakoś wchodzić do mojego i współlokatora pokoju się nie odważyli, bo tym jak zostawiłem potykacz z granatem hukowym asg, przestali wchodzić jak mnie lub współlokatora nie ma xD). Urządzanie prób do sztuk teatralnych przez 2-3 dni... Ich pokoje (2) to zwykle niewiele różniły się od śmietnika. Wchodząc do mojego pokoju to człek myślał że do innego mieszkania wlazł (porządek i czystość - smutny żywot alergika) Wyprowadziłem się z tamtego mieszkanie z ulgą...

    OdpowiedzUsuń
  28. wlasnie sie wyprowadzilam z cudownego miejsca, gdzie na przeciwko mnie mieszkal koles, co pukal do mnie 15 razy dziennie, zeby pierdolnac jakas bzdure, po czym zamykal drzwi, i komentowal na glos do jakiegos innego wspóllokatora, ze puka tylko dlatego, ze ma nadzieje, ze wyjde w bieliznie. Notorycznie tez usilowal sie dostac do mojego pokoju pod jakims pretekstem, od montowania haczyków na ubrania(nigdy o nic takiego nie prosilam) po absurdalne stwirdzenie, ze musi wyjzec przez moje okno bo z nigo jest fajny widok. To byl pierwszy wspóllokator z dlugiej listy, któremu udalo sie mnie sklonic do noszenia dlugich spodni w domu.
    W tym samym domu mieszkaly dwie dorosle kobiety, matka i córka, które ciagle pukaly mi do drzwi tylko po to, zeby uciec pietro wyzej. Te same kobiety postanowily wypuscic swojego chomika na wolnosc na strychu.
    I jeszcze inna kobieta, której kiedys spytalam, czy moge uzyc kuchenki w tym samym czasie kiedy ona gotuje fasole w jednym garnku(dla niezorientowanych, sucha fasola gotuje sie na maxa dlugo, nie trzeba wtedy nic z nia robic, nawet za bardzo nie trzeba mieszac, a dodatkowo produkuje cala game bogatch zapachów). Ona odpowiedziala ze nie, po czym rozdzielila fasole na cztery garnki. Ta pani mieszkala w jednym pokoju z niemowlakiem.
    Smaku dodaje wlasciciel domu, który jak sie zepsul prysznic, to go nie chcial naprawic, bo po co, skoro mamy malutkie umywalki w pokojach.
    Dodam tylko, ze wiek tych ludzi to jakos od 30 do 50 lat, wiec nie hisorie zwariowanych studentów, co jeszcze nie umieja sie soba zajac bo mama nie pokazala a rozumu zabraklo. Oni juz tacy zawsze beda (DOOM!)

    OdpowiedzUsuń
  29. jedna z moich współlokatorek nie zrzucała się na wspólny papier toaletowy, tylko kupowała sobie swój. jak widziała że nasz sie konczy i któraś z nas mogłaby skorzystać z kawałka jej papieru to chowała go do kosza na brudną bielizne, ze niby tez nie ma

    OdpowiedzUsuń
  30. Jestem weteranką współlokatorostwa. Miałam 14 współlokatorów a mieszkam po stancjach dopiero 3 rok. (większość wyprowadzek to nie moja wina, raczej ciąży na mnie jakaś "klątwa" bo niemal wszystkie dziewczyny jakie dzieliły ze mną pokój są/były w ciąży lub wzięły/wezmą niedługo ślub - jestem przeklęta, nie mieszkajcie ze mną jeśli nie chcecie dorosnąć.A są szansę bo znów od czerwca mam pokój do wynajęcia, tak znów ciąża;)). Mam też niesamowite szczęście do nocnych gadaczy. Najbarwniejszą postacią była niejaka N. potrafiła usiąść prosto i oświadczyć pełnym głosem: "będziemy uważać" po czym położyć się dalej spać, również pisała smsy, rozmawiała przez telefon, odpowiadała na pytania jeśli jakieś się jej zadało w trakcie jej snu.Inna współlokatorka niejaka M. również namiętnie referowała swoje sny. Tylko... po angielsku. Oprócz tego chrapała tak potężnie że szyby wibrowały. Natomiast A. zgrzytała zębami, a K. robiła przez sen coś co brzmiało jak: "mmmiim, mm, miii, mmm." takie mruczenie. W tym samym, mieszkaniu żyła ze mną wiecznie niezaspokojona para mająca pretensje gdy ktoś wrócił wcześniej z pracy/uczelni (rozwalili stół pod moją nieobecność. Nie chcę wiedzieć jak. Jadłam po drugiej niepopsutej stronie do końca mieszkania tam). Ciekawą osobą był również P. zmywając naczynia nie zmywał sztućcy "bo to nie naczynia.", nie potrafił nastawić pralki, gdy odkurzał nie przestawiał mebli, nawet butów w przedpokoju. Ale jemu wybaczałam, bo to mężczyzna. Ktoś i tak musiałby go nauczyć, a padło na mnie. Na pierwszej stancji imprezy potrafiły trwać tydzień. Tylko "goście" się zmieniali.
    Te przygody wytworzyły u mnie :stalowe nerwy" absolutnie nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi i chyba już z każdym się dogadam. ;) Na każdego jest sposób i wcale nie trzeba mówić wprost "ej, śmierdzisz/ Twój pokój cuchnie tak że czuć dwa piętra niżej/dymajcie się ciszej jeśli łaska/zapłać za czynsz!";)
    Dymaczy straszyłam robiąc hałas na korytarzu na przykład. ;) teraz muszę jakoś przekonać nową współlokatorkę że nie trzeba czyścić lodówki do połysku co 3 dni i odkurzać 2x dziennie.
    A i tak zazdroszczę Warszawiakom, którzy wciąż mieszkają z rodzicami i mają co jeść przynajmniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj, miało się dziwnych współlokatorów. Było dziewczę, które uznało, że jest medium. Nie narzekałam w sumie, spałam u niej na podłodze, kiedy mnie chłop z domu wyrzucił. Całymi nocami opowiadała o tym, czego ja, zwykła gruba baba, pojąć nie mogłam, a czego ona, niezwykła gruba baba, dotykała na co dzień. Lub też ją dotykało. No i się przeprowadziłyśmy, we dwie. Do kobiety koło czterdziestki, która uważała się za wiedźmę i miała poważny problem z alkoholem. Skubana rzeczywiście coś miała z tym tykaniem, bo wyczuwała, kiedy o niej plotkujemy, nawet w odległości 10 km od jej domu. No i właziła nam do pokoi, wyłączała ogrzewanie, grzebała w rzeczach, brakowało tylko, żeby nam nasikała na środku, żeby zaznaczyć swój teren. Współlokatorka poznała mężczyznę. I się wyprowadziła. Ja też się wyprowadziłam. Nastał czas mieszkania z niedokształconym playboyem i jego dziewczyną, a także z nastoletnią nimfomanką, przez której pokój przejść musiałam, by wejść do swojego. Śmiesznie bywało, zwłaszcza, gdy wracałam w nocy z baru (praca). Żeby było ciekawiej, playboy, jak na playboya przystało, sypiał i ze swoją dziewczyną, i z nimfomanką, i jeszcze z jej koleżankami czasem. Zabawa się skończyła, gdy dziewczyna zaszła w ciążę i jakimś sposobem dowiedziała się o nimfomance. O koleżankach nikt już nie powiedział. Później przeprowadziłam się do siedliska alkoholizmu, lub, jak to sąsiedzi określili, mieszkania, gdzie "same krówki i czeczeńce". Współlokatorka (studentka dziennikarstwa, dla której pisałam teksty, bo nie umiała) dzień zaczynała od dwóch piw, dopiero wtedy mogła iść na zajęcia. Jej facet, jak się pojawiał, wychodził z pokoju tylko po to, by zdobyć więcej alkoholu. Lub smalcu. Bo żarli smalec w ilościach przemysłowych, Druga współlokatorka była kochana, tylko tupała obcasami o szóstej rano, głośny seks jestem w stanie wybaczyć. Mieszkając tam niemal co dzień stykałam się z tym, co niematerialne. Sąsiad słuchał Radia Maryja. Jakieś 20 godzin na dobę. Bardzo głośno. Wyobraźcie sobie sytuację, przyniosłam sobie mężczyznę z baru, uskuteczniam sytuację erotyczną, tu zza ściany "żałuj za grzechy". Albo różaniec w toalecie. Ewentualnie kąpiel i rozważanie roli chleba w kulturze chrześcijańskiej.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.